Wieczory zamkowe - cykl Cymelia

2011-02-04 00:00:00 (ost. akt: 2015-03-30 09:04:50)

Rok 2002

Olsztyńskie banknoty
Zofia Januszkiewicz
Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”

Na terenie Prus Wschodnich w obiegu były przede wszystkim pieniądze emitowane przez Bank Rzeszy. Obok nich pojawiały się pieniądze zastępcze, wydawane przez władze prowincji, powiatów, gmin lub miast. Emitentami były również niektóre firmy i zakłady. Pieniądze zastępcze mogły mieć formę monet lub banknotów, miały różne nazwy i nominały. Pełniły nie tylko funkcje ekonomiczne, ale niosły często również treści propagandowe, pamiątkowe i historyczne. W Olsztynie emitowano monety i banknoty zastępcze od 1914 do 1923 roku. Znaczna ich część znajduje się w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur i to one właśnie będą zaprezentowane. Scharakteryzowane zostaną ich funkcje, nominały, okoliczności emisji, omówiona ikonografia, treści propagandowe, okres obiegu, sposób wymiany. Na szczególną uwagę zasługują banknoty olsztyńskie pozyskane w 2002 roku.

15 grudnia 2002 r.- zamek olsztyński

Pamiątka wileńska
- mgrCelina Grabowska
Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”

Wszyscy lubimy podróże sentymentalne w przeszłość, szczególnie te, które dotyczą nas samych lub naszych znajomych i bliskich. Pretekstem do takiej wędrówki z pewnością może stać się fotografia, która przeniesie nas do międzywojennego Wilna. Tam, na Uniwersytecie Stefana Batorego, od 1923 roku istniał „Akademicki Klub Włóczęgów Wileńskich.” Nie ma prawie ani jednej organizacji na terenie Uniwersytetu gdzie by nie było włóczęgów i nie ma żadnej pracy społecznej czy imprezy organizowanej przez włóczęgów, dokąd by nie były wciągane jak najszersze rzesze akademickie” – donosił „Dziennik Wileński” Nr 279 z 4 grudnia 1929 roku. Członkowie klubu uprawiali włóczęgę fizyczną i duchową. Obok wypraw turystycznych organizowali imprezy o charakterze kulturalnym. Wielu z nich należało do koła muzycznego i teatralnego. Działalność klubu miała duży wpływ na życie kulturalne miasta, a mieszkańcy Wilna rozpoznawali włóczęgów po ich charakterystycznych nakryciach głowy.
Wśród członków klubu znajdują się nazwiska powszechnie znane, np. Czesława Miłosza, Lecha Beynara (Paweł Jasienica), Teodora Bujnickiego, Stefana Jędrychowskiego, Antoniego Bohdziewicza, Wacława Korabiewicza.
Klubowe idee i pamiątki trafiły do Olsztyna z włóczęgą „Kikim”, czyli z Czesławem Hermanem. Fotografia, którą prezentujemy, należy do cennych pamiątek wileńskich związanych z Klubem Włóczęgów. Przedstawia członków tej organizacji, jej atrybuty, oddaje atmosferę spotkań .
17 listopada2002 r.- zamek olsztyński

Opowieść z morałem o proporcach z blachy
Andrzej Rzempołuch
Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”


Z początkiem XVII wieku – a może nawet wcześniej, lecz brak na to dowodów materialnych – w kościołach Prus Książęcych zaczęły się pojawiać chorągwie. Nie były to chorągwie kościelne, lecz całkiem prywatne, poświęcone osobom, których odejście do innego świata pogrążyło w żałobie rodziny, przyjaciół, towarzyszy broni. W tak specyficznym środowisku sztuki protestanckiej jak Prusy Książęce w XVII i XVIII wieku, z nadzwyczaj dobrym skutkiem przyswojono tę w gruncie rzeczy sarmacką, charakterystyczną dla kultury staropolskiej, formę upamiętniania zmarłych.
Chorągwie „radosne” (niem.Freuden-Fahnen), w kolorze białym, czerwonym i błękitnym, na jednej stronie zawierały opis czynów zmarłego, na drugiej – przedstawienia herbów, postaci alegorycznych i atrybutów wojennych; w bordiurze występował motyw lauru. Czarne chorągwie żałobne (niem.Trauer-Fahnen) były zdobione wyobrażeniami „akcesoriów śmierci”, jak nazywano kosy, sierpy, klepsydry i cyprysy. Wypisywano tam niemieckie wiersze – stanowiące „wypowiedzi zmarłego” – w których deklarował on swą wiarę w miłosierdzie Boże i nadzieję zmartwychwstania. Chorągwie były wystawiane przy katafalku, następnie niesiono je podczas pogrzebu, po czym – według obowiązującego zwyczaju – zawieszano, wraz z elementami uzbrojenia i insygniami, w pobliżu miejsc pochówków, przeważnie w części patronackiej kościołów. Wisiały tam aż spadły.
Wnętrza kościołów dworskich, przepełnione dziełami sztuki i sprzętami, ograniczały możliwość stawiania coraz to nowych monumentalnych nagrobków i epitafiów. Na równi więc brak miejsca w świątyniach, jak również myśl o trwałym upamiętnieniu tak pięknie obrazowanych czynów zmarłych bohaterów, doprowadziły ostatecznie do powstania pod koniec XVII wieku chorągwi metalowych, mających funkcjestricteepitafijne. Ich program treściowy osiągnął pod każdym względem kulminację. W warstwie obrazowej mamy tu bowiem reprezentacyjne portrety mężów czynu: zbrojnych i gotowych, w pozie wiecznej adoracji i wiecznego czuwania, dzierżących insygnia dowódcze. Namalowane w tle inne atrybuty władzy i profesji, drzewa genealogiczne – tworzą splendor, który okrywał również żyjących. Warstwę tekstową stanowią na chorągwiach napisy biograficzne, epitafia (także wierszowane), cytaty z Pisma Świętego i sentencje z klasyków. Fakty z bohaterskiej biografii zmarłych mógł poznać każdy członek zboru, opisywano je bowiem po niemiecku (wyjątkiem jest chorągiew Jana Kreytzena z Piast Wielkich, którą pokażemy podczas wykładu); dla epitafiów i tekstów panegirycznych przeznaczony był język ludzi wykształconych – łacina.
Chorągwie pozostają nieocenionym – i wciąż nie docenionym – źródłem do badań nad biografistyką, portretem, heraldyką, obyczajem, barokową literaturą panegiryczną i zagadnieniami kultury materialnej. Po 1945 roku ocalało na terenie dawnych Prus Książęcych tylko 11 chorągwi: 3in situ, w kościołach dawniej luterańskich (jedna w Suszu, dwie w Szestnie), 7 w zbiorach muzealnych (4 w muzeum w Kętrzynie, 3 w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie; 2 z nich są wykonane z metalu) oraz jedna zapewne w zbiorach prywatnych. Wszystkie chorągwie zachowane w kościołach (oczywiście z blachy) reprezentują późną fazę tej dziedziny sztuki funeralnej. A zapowiadany morał? Można być bohaterem, ale bez chorągwi po pewnym czasie nikt o tym nie będzie pamiętał.
20 października 2002 r.
sale kopernikowskie
zamku olsztyńskiego

Waza z Kadyn
Barbara Głuchowska
Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”

Obiekt będący tematem cymeliów pochodzi z jedynej na terenie Prus Wschodnich wytwórni ceramiki artystycznej i jednej z ciekawszych w Europie. Kadyńska Królewska Wytwórnia Majoliki powstała dzięki staraniom Cesarza Niemiec Wilhelma II, który w trosce o rozwój przemysłowy Prus Wschodnich stworzył w 1905 roku zakład ceramiki artystycznej przekształcając, dzięki pomocy Ludwika Menzla - znanego rzeźbiarza niemieckiego, istniejącą w Kadynach cegielnię.W początkowym okresie wytwarzano w Kadynach wyroby artystyczne wzorowane na motywach etruskich i greckich oraz kopiowano majolikę włoskiego renesansu. Przez cały okres istnienia wytwórni Cesarz interesował się stroną artystyczną wyrobów kadyńskich opiniując każdy nowy projekt. W 1911 roku Kadyny uzyskały dwie nagrody na wystawie światowej w Turynie. Po 1918 roku wytwórnia wypracowała swój indywidualny styl, tak charakterystyczny, że nie można pomylić go ze stylem żadnej innej wytwórni europejskiej. Jest to styl określany jako „brg”, czyli blau – rot – gold, stworzony przez Wilhelma Dietricha w 1927 roku. Przedmioty powstałe w najlepszym dla wytwórni okresie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, które trwa do dziś. Po wojnie, w latach pięćdziesiątych, grupa polskich artystów rzeźbiarzy próbowała wskrzesić działalność wytwórni. Niestety, po kilku latach wytwórnia ostatecznie upadła. Waza powstała w najświetniejszym okresie działalności Kadyn , w latach trzydziestych XX wieku. Projektantem formy jest Hans Hoffenrichter, ilustrator i rzeźbiarz, projektant ceramiki użytkowej, twórca tego typu naczynia, cieszącego się ówcześnie ogromnym powodzeniem. Dekorację malarską opracował Wilhelm Dietrich, malarz, a od 1945 roku dyrektor Kadyńskich Wytwórni Majoliki. Nie jest to jedyny przedmiot z tej fabryki w zbiorze ceramiki Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Jest ich osiem i reprezentują różne etapy działalności tej znanej wytwórni. Są to wazony, wazoniki, popielniczki i drobne formy figuralne. Przedmioty te będą eksponowane i omawiane wraz z wazą na wieczorze zamkowym.

2 września2002 r.- zamek olsztyński


Wędrowanie w dziejach.
Na podstawie XVIII-wiecznej mapy Prus

drMałgorzata Gałęziowska
Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”

„Tylko takiego zwiedzającego obce kraje i starannego ich obserwatora wolno nazwać podróżnym, który odbywa wędrówkę nie z lekkomyślności, ale dla pożytku.” Wędrowanie czyli pokonywanie trudności, odległości, lęku związanego z nieznanym.... Wędrowanie motywowane dążeniem do zdobycia wiedzy, ogłady, spowodowane zagrożeniem, koniecznością zarobku. Wędrowanie jako pielgrzymka, podróż handlowa. W XVIII wieku wybierający się w drogę człowiek planował swoją podróż w oparciu o mapy, przewodniki, a będąc w drodze korzystał z pomocy miejscowych ludzi, umownych znaków na rozstajach dróg, słońca i gwiazd. Wędrowanie z mapą w ręku na ogół mijało się z celem ze względu na niedogodną skalę, zbyt dużą ogólnikowość i raczej dekoracyjne funkcje wytworów ówczesnej kartografii, chociaż w połowie XVIII stulecia francuscy kartografowie wysoko podnieśli poprzeczkę i nie mieli sobie równych spośród innych szkół kartograficznych publikujących w tym czasie. Mapy z francuskich wydawnictw kartograficznych osiągnęły nieznany ówcześnie poziom dokładności, chociaż były mniej dekoracyjne w porównaniu w mapami holenderskimi. Rytowana we francuskiej oficynie mapa Prus pochodzi z połowy XVIII wieku. Jej wydawcą jest Gilles Robert de Vaugondy, który żył w latach 1688-1766 i był najbardziej znaczącym francuskim wydawcą atlasów tego okresu. Jako kuzyn Pierre’a Moulard-Sanson był głównym spadkobiercą tej sławnej oficyny. Po śmierci innego francuskiego kartografa, Huberta Jaillot, Robert nabył pozostałe po nim materiały do map samoistnych oraz atlasów i użył je do opracowywania własnych dzieł. Robert, który także był znany jako „le Sieur” i który korzystał z przydomka „de Vaugondy” po nobilitacji, prowadził swoją oficynę do śmierci. Następnie firmę przejął jego syn Didier Robert de Vaugondy (1723-1786). Podróżny wyruszający w drogę przez Prusy, musiał być przygotowany na wiele wysiłku, a mapa Prus Roberta, mimo niewątpliwej staranności wykonania, nie informowała podróżnego o wszystkich czekających go niespodziankach. Studiujący ją człowiek nie dowiadywał się niczego o jakości dróg i bezdroży, którymi miał się poruszać, o warunkach panujących w gospodach, o bezpieczeństwie wędrowania. Za to mógł być pewien, że wiele przeżyje, a jego życie nie będzie już takie samo. Pewien XVII-wieczny młodzieniec wróciwszy do domu, rzekł: „Ja to już nie ja”. Tak go zmieniła podróż. Czy wędrowcy XXI wieku też wracają z podróży aż tak odmienieni?

9 czerwca2002 r.
- zamek olsztyński


Sąd nad historią: Albrecht Fryderyk Hohenzollern– głupkowaty książę?
Andrzej Rzempołuch

Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”

Jedyny znany w polskich zbiorach portret drugiego księcia w Prusiech, nieszczęśliwego Albrechta Fryderyka Hohenzollerna (1553–1618), znajduje się oczywiście w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur. Dlaczego oczywiście? A dlatego, że – po pierwsze – akurat nasze muzeum jest najlepszym miejscem dla takich dzieł, a po wtóre – działa tu pewna prawidłowość albo zrządzenie losu: jeżeli czegoś bardzo poszukiwanego z rozproszonej spuścizny artystycznej dawnych Prus Książęcych nie ma w olsztyńskim muzeum, to znaczy, że nie ma tego nigdzie lub może to się znajdować tylko i wyłącznie pod wiadomym adresem.12 maja podejmę się obrony zaszczutego przez nieprzyjazne otoczenie, z wychowawcą Kasprem Lehndorffem na czele, niesłusznie oskarżanego o chorobę umysłową księcia, którego jedyną winą było mimowolne i zupełnie nie uświadomione stanięcie na drodze brandenburskiej ekspansji na wschód. Szczęście znalazł w życiu rodzinnym, co w tamtych czasach i tamtych kręgach społecznych nie było takie oczywiste. Objawy domniemanej choroby spisywał w dzienniku sam Łukasz David, notabene olsztyniak, ceniony i jak najbardziej poważany przez potomnych jako kronikarz i dziejopis. To doprawdy wzorcowy przykład „robienia z kogoś wariata”. 11 lutego 1573 roku dwudziestoletniemu księciu nie pozwolono pójść na maskaradę, 5 października żądał wina, ale go nie otrzymał, a 11 tegoż miesiąca dostał posiłek na cynowych misach! 13 października został obrażony przez posła magrabiowskiego Wambacha, natomiast 14 – w dzień ślubu z księżniczką klewijską Marią Eleonorą! – nie otrzymał z początku stroju narzeczeńskiego „z powodu złego zachowania”. Gdyby ścierpiał wszystkie te zniewagi, byłby pierwszym luterańskim świętym. Branderburczycy wiedzieli, co robią: chory umysłowo był dziad młodego księcia, Fryderyk, objawy choroby wykazywał sam Albrecht, sprawca sekularyzacji zakonu krzyżackiego w Prusach; bezwzględnie chorzy byli teść, Wilhelm klewijski, i szwagier, Jan Fryderyk. Nietrudno było umieścić w tym gronie młodego, trzymanego przez zdziwaczałego ojca z dala od ludzi Albrechta Fryderyka. Po sześciu latach systematycznych starań, w roku 1578, został odsunięty od władzy i oddany pod kuratelę margrabiego Jerzego Fryderyka. Pięćdziesiąt lat później mąż wnuczki Albrechta Fryderyka Hohenzollerna, jak najbardziej zdrowy na umyśle Gustaw Adolf Waza, zawojował znaczną część środkowej Europy, a po następnych niespełna dwudziestu – Karol Gustaw (z linii sudermańskiej) porwał się na słabnącą Rzeczpospolitą. Prusami rządził podówczas wnuk „głupkowatego księcia”, Fryderyk Wilhelm, zwany wielkim elektorem, który skorzystał z okazji i przez cztery lata okupował Warmię. Portret z olsztyńskich zbiorów przedstawia inteligentnego subtelnego młodzieńca, który urodę i charakter odziedziczył po matce, co w tamtych czasach nie rokowało dobrze w dorosłym życiu. Nawet obecnie nie wydaje się to właściwe. My podziwiamy dzieło sztuki, doskonały obraz nieznanego malarza. Należy jednak mieć świadomość, że za każdym portretem kryje się człowiek ze swoim życiem, czyli – historia. Artyści jako jej świadkowie, to problem nadal żywy i budzący spory. Ważne, by nie spierać się w sprawach błahych

12 maja 2002 r.
sale kopernikowskie zamku olsztyńskiego.


Wczesnośredniowieczne naczynie drewniane z Kornieten na Sambii
dr Mirosław Hoffmann

Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua“

Kornieten to nieistniejący już folwark w południowej części Sambii – krainy stanowiącej we wczesnym średniowieczu terytorium Sambów, wiodącego plemienia pruskiego. W literaturze archeologicznej miejscowość ta odnotowana została już w 1883 roku, w związku z odkryciem rozległego cmentarzyska z okresu wpływów rzymskich oraz wczesnego średniowiecza. Obecnie grunty dawnego folwarku należą do miejscowości Lublino. Z dawnego Kornieten pochodzi jeden z najbardziej interesujących zabytków archeologicznych w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, drewniane naczynie – dłubanka. Jest to mało efektowne, nieduże naczynie o wysokości 15 cm, średnicy wylewu 13 cm oraz średnicy dna wynoszącej od 5,5 do 7,5 cm. Kawałek pnia dębu, z którego je wydłubano ma wiele słojów. Z tego względu człowiek, który wykonywał naczynie miał problemy z nadaniem mu odpowiedniej formy, niemniej jego wysiłki ocenić należy pozytywnie – naczynie uzyskało względnie regularny kształt, ma dość cienkie ścianki (1,2 cm), a pod krawędzią dwa naprzeciwległe otworki o średnicy 1 cm każdy. Bardzo interesujące są okoliczności związane z pozyskaniem naczynia. Odkryte ono zostało 26 września 1939 roku przez robotnika Alberta Meiera w bagiennym terenie podczas prac ziemnych związanych z budową kanału. Po zgłoszeniu znaleziska, już następnego dnia na miejsce odkrycia przybył młody archeolog z Urzędu Konserwatorskiego w Królewcu, dr Dietrich Bohnsack. Zanotował on, że naczynie wystąpiło w złożach holoceńskich, na głębokości 2,5 m, a także pobrał próbkę ziemi do badań palinologicznych. Bohnsack zarejestrował również miejsce odkrycia, notując że naczynie znaleziono w odległości 7,5 m na wschód od brzegu niedużej rzeczki GreibauerMűhlenfliess, a więc w pobliżu odkrytego kilkadziesiąt lat wcześniej cmentarzyska. Odkrycie naczynia bez innych współwystępujących z nim zabytków ograniczyło naturalnie możliwości jego datowania. W celu określenia chronologii tego zabytku zwrócono się zatem do Hugo Grossa – nauczyciela gimnazjum męskiego w Olsztynie. Na czym polega wyjątkowość naczynia z Kornieten, z jakiego czasu ono pochodzi, dlaczego decydujący głos w kwestii jego datowania należał do skromnego nauczyciela biologii? Odpowiedź na te pytania uzyskacie Państwo podczas spotkania w olsztyńskim zamku.

21 kwietnia 2002 r.
sale kopernikowskie zamku olsztyńskiego.


„Pochód koronacyjny i jego uczestnicy” – Zapis wydarzeń historycznychw formie albumu z rycinami.Koronacjawielkiego elektora Fryderyka IIIna króla Prus Fryderyka Iw kościele zamkowym w Królewcu18 stycznia 1701 roku
Iwona B. Kluk

Koncert kameralny
zespół ”Pro Musica Antiqua”
Dnia 18 stycznia 1701 roku, w Królewcu, elektor brandenburski Fryderyk III Hohenzollern – w otoczeniu całego dworu – koronował się na „króla w Prusiech”, przyjmując imię Fryderyka I (zob. A. Czubiński, J. Strzelczyk,Zarys dziejów Niemiec, Poznań 1986, s. 179). Fakt ten miał ogromne znaczenie historyczne ze względu na wzrost pozycji Fryderyka, który od tej pory czuł się równy wobec cesarza Leopolda I Habsburga. Faktyczny wzrost pozycji Fryderyka pochodził z jego panowania na terytorium, które nie wchodziło w skład Rzeszy Niemieckiej. W sytuacji, gdy oba państwa walczyły o powiększenie swoich terytoriów, może wydać się niezrozumiałe zachowanie cesarza Leopolda, który „pod swoim bokiem” zezwolił na koronację jednego z siedmiu podległych mu elektorów niemieckich. Wytłumaczenie znajduje się w warunkach sojuszu zawartego między państwami. Zgoda cesarza była formą zapłaty za poparcie polityczne i militarne, jakiego udzielił Leopoldowi Fryderyk III. W zamian za poparcie interesów Habsburgów w Hiszpanii, wsparcie w walce o tron cesarski w Niemczech oraz „użyczenie” Leopoldowi ośmiotysięcznego korpusu wojskowego, cesarz wyraził zgodę na wywyższenie księstwa Prus do rangi królestwa pod warunkiem, że koronacja Fryderyka III będzie miała miejsce poza terenem Rzeszy.
Ogromne znaczenie tego wydarzenia dla Państwa Pruskiego nie ulega wątpliwości. Ważność wydarzenia znalazła odzwierciedlenie w przepychu uroczystości koronacyjnych. Fryderyk Hohenzollern, znany z uwielbienia dla rozbudowanego ceremoniału dworskiego i wystawnych przyjęć, przygotował swoją koronację z ogromnym pietyzmem. Orszak towarzyszący Fryderykowi i jego małżonce z Berlina do Królewca liczył 300 karoc. Koronację urządzono w mieście, w którym Fryderyk od dawna wspierał rozwój tamtejszego Uniwersytetu Albertyny (nota bene przedstawiciele uniwersyteccy wzięli udział w pochodzie), a członkowie pruskiej arystokracji piastowali wysokie godności w państwie (w opisie uczestników pojawiają się Dohnowie i Kreytzenowie). Ceremonii towarzyszyło ustanowienie (i pierwsze nadania) najwyższego odznaczenia pruskiego – Wielkiego Orderu Orła Czarnego. Kilka miesięcy po koronacji ukazał się w Berlinie opis wydarzeń pt. „Preußischen Krönungsgeschichte” autorstwa Johanna von Bessera, nadwornego poety i mistrza ceremonii. Do drugiego wydania relacji Bessera dodano tablice z ilustracjami, które stanowiły znakomite dopowiedzenie opisu. Autorem scen był nadworny miedziorytnik – Johann Georg Wolffgang, znany z wielu ciekawych prac wykonanych na zlecenie króla. Niektóre ilustracje, np. strona tytułowa, portret Fryderyka I czy portret królowej Zofii Karoliny, Wolffgang wykonał w oparciu o wzory malarskie Johanna Fryderyka Wenzla st. i Gedeona Romandona. Dzieło składa się z dwudziestu tablic. Poczynając od strony tytułowej oraz portretów króla i królowej przedstawiono obwieszczenie królestwa pruskiego, koronację w kościele zamkowym, ustanowienie Orderu Orła Czarnego oraz kolejność i porządek przemarszu uczestników pochodu koronacyjnego; na zakończenie umieszczono dwie sceny ilustrujące świętowanie dnia koronacji przez naród pruski. Przygotowanie i wykonanie tablic miedziorytniczych zajęło Wolffgangowi wiele lat. Jest prawdopodobne, że ich autor miał świadomość pracy nad dziełem, które będzie miało wymiar historyczny. Album wydano w Berlinie w 1712 roku, rok przed śmiercią króla Fryderyka I. Jest ważnym materiałem źródłowym, opracowanym na podstawie relacji świadków, na temat wydarzeń z 18 stycznia 1701 roku, wielokrotnie wznawianym i wykorzystywanym przez innych rytowników i historyków.

17 marca 2002 r.
sale kopernikowskie zamku olsztyńskiego.

O Mikołaju Kopernikuna obrazie Jana Matejki
Janusz Cygański


Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”
W 1873 roku Jan Matejko namalował obraz „Rozmowa z Bogiem”. To niewątpliwie jedno z bardziej znanych dzieł Matejki i jeden z najbardziej rozpowszechnionych wizerunków Mikołaja Kopernika. Obraz jest własnością Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i tam też w Auli Collegium Novum się znajduje. W 1991 roku, na zlecenie Muzeum Warmii i Mazur, Zdzisław Pabisiak wykonał kopię tego słynnego płótna. Dziś zdobi ona jedną z sal olsztyńskiego zamku. W jakich okolicznościach powstawał obraz Jana Matejki, na ile dzieło jest bliskie pierwszym szkicom, kto pozował artyście, a zatem kogo tak naprawdę widzimy spoglądając na postać astronoma? Na te i inne pytania znaleźć będzie można odpowiedź podczas kolejnego niedzielnego spotkania w Muzeum. To, na które właśnie zapraszamy zostało przygotowane z okazji 529 rocznicy urodzin astronoma.

17 lutego 2002 r.- zamek olsztyński


O twardej mycce czyli warmińskim czepcuz początku XIX wieku
Elżbieta Kaczmarek

Koncert kameralny
zespół „Pro Musica Antiqua”
Najstarsze informacje o nakryciach głowy kobiet na Warmii i Mazurach pochodzą z XVII wieku. Na rycinach z tej epoki widoczny jest gładki, ściśle przylegający do głowy czepek (mapaJózefa Narońskiego z 1666 r., rycina publikowana w książce E. Weisego, wydanej w Elblągu w 1935 r. i w książce Ch. Hartknocha, wydanej w Lipsku w 1684 r.). Codzienne nakrycie głowy stanowiły chustki wełniane, perkalowe, płócienne, wiązane pod brodą. Odświętnym natomiast nakryciem głowy był czepek występujący w kilku odmianach. Wśród nich najpiękniejsze były czepce warmińskie zwane „twardymi myckami”, noszone w dni uroczyste przez najbogatsze kobiety – gburki, bowiem koszt takiego czepca był dość znaczny. Jego cena wahała się w granicach 10 – 50 talarów, tj. 30 – 150 marek . Dla porównania – kosiarz zarabiał dziennie 20 fenigów, więc by zarobić jednego talara trzeba było kosić 15 dni. Czepki te nie były wyrobami ściśle ludowymi, ponieważ zamawiano je u zakonnic Katarzynek, których konwenty znajdowały się w Braniewie, Dobrym Mieście, Ornecie, Lidzbarku Warmińskim i Reszlu. Stąd na „gelonkach”, czyli denkach czepków znajduje się haft wykonany złotą i srebrną nicią na jedwabiu, a motywy hafciarskie są identyczne lub niesłychanie podobne do tych, które spotykamy na tkaninach liturgicznych. Czepek składał się z denka, otoku i wstążek. Denko miało kształt podkowy, u dołu było załamane i marszczone w 6 – 13 fałd. Otok był sierpowaty, obszyty szeroką, złotą koronką i wykończony w miejscu połączenia otoku z denkiem węższą, również złotą, koronką. Koronkę na otoku przykrywała drobno plisowana, tiulowa falbana, wykończona białą koronką. Z tyłu czepka, u dołu denka, znajdowała się kokarda z szerokiej, białej jedwabnej lub atłasowej wstążki z żakardowym wzorem kwiatowym jednobarwnym albo kolorowym. Podobna kokarda znajdowała się z przodu, pod brodą. Końce kokardy z przodu i z tyłu były wydłużone i sięgały tali. Z przodu kokarda była umocowana do czepka wstążkami zakrywającymi policzki. Ta część wstążek była drobno plisowana i podszyta płócienną taśmą. Denko czepka było usztywnione tekturą, od wewnątrz wyłożoną płócienną podszewką, a na zewnątrz pokryte jedwabiem z haftem złotym lub srebrnym, uzupełnionym cekinami, koralikami itp. Ten rodzaj czepków był w użyciu do około 1880 roku. W okresie późniejszym pojawiły się czepki o denkach pokrytych barwnym haftem, wykonanym jedwabną nicią o otoku ozdobionym koronką szydełkową .Ten typ czepków wykonywały już nie zakonnice, lecz ich uczennice świeckie nie dysponujące tak kosztownym materiałami. Czepek, jako drogocenny przedmiot, był używany jedynie w wielkie święta, a poza nimi przechowywany starannie w skrzyni, w specjalnym pudełku z drewna lub plecionki wiklinowej . Stanowił składnik posagu i był dziedziczony przez kolejne pokolenia kobiet w rodzinie. Istniał też zwyczaj nakazujący pobożnym kobietom przekazywanie denek własnych czepków do ozdobienia szat i tkanin liturgicznych w pobliskim kościele. Maria Zientara – Malewska wspomina, że denko czepka jej babki - Elżbiety Kraskowej - posłużyło do ozdobienia ornatu w kościele w Brąswałdzie. Czepek ten babka otrzymała od swojego ojca w dniu ślubu. Mimo, iż czepek był składnikiem posagu, nie odgrywał żadnej roli w obrzędach weselnych, nie był też oznaką statusu mężatki. Dziewczęta również nosiły czepki, ale z węższymi, różowymi lub niebieskimi wstążkami, albo tzw. miękkie mycki, tj. czepki o takim samym kroju, lecz z denkiem z białej koronki na podkładzie z białego, różowego bądź błękitnego atłasu.
Czepki, podobnie jak i inne części ludowego ubioru, zaczęły zanikać w naszym regionie stosunkowo wcześnie, bo już w końcu XIX stulecia. Obecnie spotkać je można jedynie w zbiorach muzealnych.
27 stycznia 2002 r. sale kopernikowskie zamku olsztyńskiego.

Kalendarium

« poniedziałek, 25 października 2021 »
Pn Wt Śr Czw Pt So N
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Zobacz pełne kalendarium »

Samorzad Wojewodztwa

Poznaj lepiej nasz region:

facebook youtube

poniedziałek 25 Października
  • Kwartalnik IV/2021
  • Konserwacja i restauracja XIV-wiecznego zamku w Lidzbarku Warmińskim – perły architektury gotyckiej w Polsce – III etap
  • 90-lecie polskich szkół na Warmii i Mazurach
  • Oferta najmu sal
  • Film promocyjny Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie
  • Katalog on-line biblioteki Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie
  • Doposażenie pracowni edukacyjnych Muzeum Przyrody - baner
  • Strona projektu:
  • Centrum Spotkań Europejskich